sobota, stycznia 27, 2007

Sobota

Zaczelo sie od zajec z angielskiego. Bylo wporzo. Potem wieczorem wyjscie na miasto na wystawe.

No i znowu pech zaczal mnie przesladowac. Wsiadajac do autobusu zapomnialem ze nie naladowalem karty - trza bylo zaplacic gotowka. Potem nie moglem doladowac karty miejskiej co zaowocowalo spoznieniem sie na pociag. Potem zeby bylo szybciej wsiadlem w zug w zla strone i wyladowalem w srodku jakiegos slumsu. Zeby sie nie spoznic wzialem taksowke do poprawnej stacji metra. Potem pociag nie chcial przyjechac i ogolnie takie takie. Spoznilem sie 30 minut :( Na szczescie ostatnio to ja czekalem 50 minut wiec jakos uszlo.

Spotkalismy sie w parku olimpijskim i poszlismy na wystawe - 30 Kobiet Korei i 30 reklam (2 osobne wystawy, 30 to chyba jakis zbieg okolicznosci). Miejsce nazywa sie "Papertainer" poniewaz caly budynek zbudowany jest tylko z papierowych rur i kontenerow (takich do przewozenia artykulow na statkach). Bardzo ciekawe miejsce. Wstep byl cholernie drogi, ale bylo warto. Tylko ze pppppiiiiizdzialo niesamowicie.

Po 2 godzinach ogladania udalismy sie do restauracji na jakies zarcie ktore bylo srednie i fru do domu. Ciekawe, fajne, dawalo rade i sie oplacalo troche pomarznac. Nie dosc ze odkrylem troche historii i legend koreanskich to jeszcze w miare nawet jakies zdjecia sie zrobily.